Logopeda? A kto to?!

“Pani od rrrrrr, robi takie śmieszne miny”

Logopeda w przedszkolu, logopeda w szkole, logopeda w poradni, logopeda na szpitalnym oddziale neurologicznym… Ale zaraz, logopeda to ta pani z lusterkiem, która robi jakieś „czary-mary” (z naciskiem na „cz” lub „r”, w zależności której głoski dziecko jeszcze nie mówi) i wszyscy są zadowoleni. Kim właściwie jest ten logopeda i czym się zajmuje?

Logopedia w Polsce to kierunek, który można ukończyć w wersji samodzielnych studiów lub podyplomowych. Może to być również specjalność m.in. na studiach pedagogicznych lub polonistycznych.

Logopeda czy…?

Kim więc jestem? Jestem… No właśnie, mój pierwszy zawód to tak naprawdę filolog polski. Polonistyka i logopedia, jaki to ma sens? Z doświadczenia wiem, że wiedza teoretyczna z zakresu językoznawstwa, czyli tego, co sprawia, że język brzmi w określony sposób, a jego elementy, tworząc zwartą strukturę, są zrozumiałe dla danej grupy użytkowników, to solidna baza do zrozumienia, jak uczymy się języka, po co te wszystkie reguły oraz jak to to działa, że „działa”, że Ślązak i Pomorzanin są się w stanie bez problemu porozumieć (oczywiście jeśli tylko obaj chcą!).   

Logopedia to przygoda pełna niespodzianek, przede wszystkim takich, że nauka mowy przebiega u każdego w sposób przeróżny, warunkuje ją mnóstwo czynników, zarówno wewnętrznych i zewnętrznych, oraz – to może być pewnym zaskoczeniem – nie jest dana człowiekowi raz na zawsze.

Gdzie mieszka mowa? Czy można nauczyć mówić kota?

A co w tym trudnego, otwieramy buzię i zaczynamy mówić… No właśnie, czy na pewno to takie proste? Zwróćmy uwagę na to, że narządy mowy mają podwójną, potrójną funkcję – służą mówieniu, a wcześniej: oddychaniu i jedzeniu, i to te czynności nabywane są znacznie szybciej. Już na etapie ssania piersi, a w zasadzie jeszcze wcześniej, bo przecież dziecko w łonie matki nie ma maski do oddychania pod wodą (a w zasadzie w wodach – płodowych), dokonuje się pierwsza, mimowolna gimnastyka buzi i języka, ruchy oddychania, poruszanie wargami (ssanie), połykanie. Zatem prawidłowe ruchy narządów artykulacyjnych służą z początku przede wszysykim wyżej wymienionym czynnościom prymarnym i opanowanie ich – oddychanie, ssanie, żucie, połykanie – jest niezbęde to prawidłowego rozwoju mowy.

Kolejną arcyważną rzeczą jest słuch, który również rozwija się już w okresie prenatalnym. Nie da się właściwie mówić, jeśli się źle słyszy – otoczenia i siebie.

Skoro mamy już opanowane jedzenie i oddychanie, słuch prawidłowy, to może by tak nauczyć mówić… kota? Przecież wydaje dźwięki, ma krtań. Niby dlaczego jest to umiejętność zarezerwowana wyłącznie dla ludzi? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, należy wrócić jeszcze raz do człowieka i skupić się na miejscu, gdzie faktycznie mieszka mowa, podobnie jak wszystkie inne czynności organizmu, zachowania warunkowe i bezwarunkowe, emocje.

Wszystkiemu winne są dwa ośrodki mowy. Ośrodek Broki odpowiada za generowanie mowy, zdolność wypowiadania. Natomiast osrodek Wernickego – za rozpoznawanie głosek, wyrazów i zdań, rozumienie mowy. U ludzi są, u zwierząt  nie ma. Tylko tyle. I aż tyle.

Warto jednak zwrócić uwagę na bardzo istotny fakt. Panowie: Paul Broca – francuski chirurg  i Carl Wernicke – niemiecki neurolog, mieli pod opieką pacjentów dorosłych, którzy w wyniku uszkodzeń konkretnych obszarów mózgu, utracili zdolność mówienia. Zdolność, którą wcześniej nabyli. Czy logopeda może w takiej sytuacji jakoś pomóc?    

Czym zajmuje się logopeda? 

Mając wszystkie powyższe informacje, odpowiedź na to pytanie jest zgoła odmienna od tej udzielonej na początku artykułu. Logopeda zajmuje się językiem, który służy do opisywania świata oraz do porozumiewania się z innymi. Użycie języka zamyka się (choć nie jest to trafione określenie w momencie, gdy mówimy o rozwijaniu) w trzech kluczowych kompetencjach: językowej (opanowanie języka jako systemu, na który składa się: gramatyka, ortografia, zasób słów i ich brzmienie), komunikacyjnej (wykorzystywanie wiedzy językowej w interakcji z innymi) i kulturowej (swobodne rozpoznawanie, uczenie się i używanie wzorców kulturowych, zachowań, norm, wartości itp.). Logopeda pojawia się wtedy, gdy system języka ulega zaburzeniu (w wyniku czynników utrudniających rozwój innych sfer, np. autyzmu), opóźnieniu (w stosunku do wieku), zniekształceniu (tu mamy seplenienie, reranie itd.) lub rozpadowi (w wyniku np. udaru mózgu). Co więcej, ponieważ te same narządy służą wielu czynnościom, praca logopedy może się zacząć bardzo, zaskakująco wręcz, wcześnie – już na etapie ssania piersi i pojawiających się na tym etapie trudności z przyjmowaniem pokarmu: krztuszeniem, nieumiejętnością chwycenia brodawki, wylewaniem pokarmu – a więc z oddychaniem, ssaniem i połykaniem. Na tym etapie można również ocenić budowę artykulatorów, a przede wszystkim stan wędzidełka podjęzykowego, czy nie jest krótkie.  Są to elementy, które bezpośrednio przekładają się na rozwój mowy, dlatego ważne jest, aby je zbadać najszybciej jak to możliwe.

Wychodzi na to, że logopeda ma pełne ręce roboty. Nie pozostaje mi zatem nic innego, tylko zakończyć powyższe, ogólne rozważania w tym miejscu, w przyszłości skupiając się bardziej na praktycznej części pracy logopedy, zapewniam, że będzie tylko ciekawiej. I wziąć się do roboty (już nie mogę się doczekać!). 😊    

Przypisy:

Call Now Button